Dlaczego Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów to świetne kino rozrywkowe?

Kapitan Ameryka Wojna Bohaterów - Czarna Pantera (Chadwick Boseman), Vision (Paul Bettany), Iron Man (Robert Downey Jr.), Czarna Wdowa (Scarlett Johansson), War Machine (Don Cheadle)...Photo Credit: Film Frame..© Marvel 2016

„Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” to film obszerny. Nie licząc nabierających rozpędu seriali, z Daredevilem i Jessicą Jones, to już trzynasty z wysokobudżetowych kinowych hitów Marvela. Formalnie trzecia część historii Kapitana Ameryki, ale przede wszystkim to kontynuacja historii całej (poza Hulkiem i Thorem) ekipy Avengers. I wiecie co? Ta część naprawdę mi się podoba.

Przede wszystkim znowu bywa zabawnie. Zgoda, nie przez cały czas. Nie ma tutaj już tej świeżej, dowcipnej energii z pierwszej części Avengers, ale po stonowanym „Thor: Mroczny Świat”, utrzymanym w lekko szpiegowskich klimatach „Zimowym Żołnierzu” i drętwym „Avengers: Czas Ultrona”, mam wrażenie, że seria ponownie wskoczyła na właściwe tory. Jest tutaj wszystko, czego oczekuję od tego typu kina, czyli bezpretensjonalna fabuła z intensywną akcją wśród barwnych postaci, między którymi iskrzy odpowiednia chemia.

Pod względem fabularnym już jakiś czas temu przestałem postrzegać te przerośnięte blockbustery jako osobne filmy, a raczej jako odcinki jednego, monstrualnego serialu. Nie inaczej jest tutaj – choć sporej części smaczków nie wyłapiesz bez znajomości poprzednich filmów, to podstawowy zarys fabuły jest przedstawiony tak, by nawet widzowie po raz pierwszy mający do czynienia z serią mogli się połapać.

Kapitan Ameryka Wojna Bohaterów - Kapitan Ameryka (Chris Evans) i Iron Man (Robert Downey Jr.)

W skrócie: cała „wojna” superbohaterów rozchodzi się o różne wizje wolności i odpowiedzialności. W wyniku wydarzeń z poprzednich filmów, m.in.: najazdu obcych na Nowy Jork i walk w Sokovii, poza tym, że Ziemia została uratowana przez bandę dzielnych bohaterów, zginęło wielu cywilów. W związku z brakiem jakiejkolwiek kontroli nad Avengers, międzynarodowa społeczność tworzy dokument mający wziąć ich w karby. Od tej pory bohaterowie mają działać tylko i wyłącznie z polecenia Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jak nietrudno się domyślić, takie postawienie sprawy powoduje spór. Każda z postaci ma swoją chwilę, by w mniej lub bardziej przekonujący sposób opowiedzieć się po stronie zwolenników i przeciwników podpisania rezolucji ONZ.

Naturalnymi liderami obu drużyn są Kapitan Ameryka i Iron Man. Ich różnice charakterów i doświadczeń zostały przełożone na określone postawy. Kapitan, mimo błędów i niewinnych ofiar śmiertelnych, chce, by Avengers mieli swobodę działania taką, jak dotychczas. Obawia się sytuacji, w której będzie zmuszony robić coś, co będzie stało w sprzeczności z jego zasadami. Stark widział już z kolei wystarczająco dużo błędów i ofiar, że chce dogadać się z systemem, zakłada, że dzięki temu da się uniknąć niepotrzebnego rozlewu krwi – także przy okazji działań samych Avengers. O ile zatem Kapitan jest narcystycznym idealistą, to Stark pragmatycznym realistą myślącym o emeryturze.

Kapitan Ameryka Wojna Bohaterów - Hawkeye (Jeremy Renner), Scarlet Witch (Elizabeth Olsen), Kapitan Ameryka (Chris Evans) i Zimowy Żołnierz (Sebastian Stan)

Iron Man przeszedł w filmach Marvela zauważalną ewolucję. Beztroski producent broni i narcystyczny miliarder w drogiej zbroi, po wydarzeniach z pierwszej części Avengers, wpadł w traumę i przestał radzić sobie ze swoją rolą. Sprytnie uwydatnił ten wątek „Iron Man 3”, ukazując Starka jako znerwicowanego geniusza, który nadal ma potencjał na bohatera. Ostatni film z jego udziałem, „Avengers: Czas Ultrona” pozostawił go z wyrzutami sumienia. Tony w „Wojnie Bohaterów” obok swoich problemów i kwaśnej miny, z którą musi sobie radzić, dosyć niespodziewanie staje się sumieniem całej grupy.

Ekipa dzieli się na dwa, dosyć równe pod względem układu sił, zespoły. Po stronie Kapitana jest Bucky Barnes – Zimowy Żołnierz, Falcon, Sharon Carter, Scarlett Witch, Hawkeye i absurdalnie zabawny Ant Man. Po stronie Starka: Czarna Wdowa, Vision, War Machine, Spiderman i Czarna Pantera. Dwie ostatnie postaci to w dużej mierze powód dlaczego film w kilku momentach może wydawać się sztucznie rozwleczony. Twórcy początkowo nie planowali wpleść do „Wojny Bohaterów”Czarnej Pantery. T’Challa miał nawet nie pojawiać się w czarnym kostiumie, zostawiając to na oddzielną produkcję z jego udziałem (film i tak powstaje, premiera w 2018). W pewnym momencie wyglądało jednak na to, że nie uda się uzyskać pozwolenia na wykorzystanie postaci Spidermana, dlatego udział Pantery został rozwinięty. A kiedy jednak okazało się, że Człowiek Pająk może się w filmie pojawić, T’Challa był już tak istotny dla fabuły, że postanowiono go zostawić zmniejszając rolę Spidermana.

Nie zachwyca ponowne ciągnięcie wątku Zimowego Żołnierza. Bucky Barnes jest tutaj kimś na kształt Hulka. Jako efekt wojskowych eksperymentów w określonych sytuacjach traci nad sobą kontrolę niszcząc i siejąc spustoszenie. Jednocześnie jest starym przyjacielem Kapitana Ameryki, co prowadzi do napięć z Iron Manem, który Barnes’a postrzega jako zwykłego przestępcę. Wszystkie wątki są tutaj w miarę sprawnie zawiązane, ukazując emocjonalne napięcia między bohaterami. Natomiast, gdyby w kilku momentach przemontować film, skracając go o dobre pół godziny, to naprawdę niewiele by stracił – a mógłby jeszcze zyskać na intensywności.

Kapitan Ameryka Wojna Bohaterów - Falcon (Anthony Mackie), Ant-Man (Paul Rudd), Hawkeye (Jeremy Renner), Captain America (Chris Evans), Scarlet Witch (Elizabeth Olsen) i Zimowy Żołnierz (Sebastian Stan)

Fragmentem, który ostatecznie przekonał mnie, że oglądam dobre kino rozrywkowe była znana ze zwiastunów walka obu drużyn na lotnisku. Obawiałem się chaosu, a dostałem jedną z najlepiej zrealizowanych scen akcji jakie widziałem. Każdy walczył sensownie używając swoich mocy, rozwalając dookoła co tylko się dało i rzucając pod adresem innych kąśliwe uwagi. Nie myślałem, że ta, na pierwszy rzut oka, tępa nawalanka wyjdzie im tak dobrze, a przede wszystkim – tak zabawnie. Kulminacyjna scena na lotnisku była w pewnym sensie spektakularnym przebiciem fabularnego balona. Po momentami drętwych rozmowach o wolności i kontroli, wszyscy jakby puścili do nas oko: „hej, ale pamiętacie, że to przede wszystkim kino rozrywkowe, prawda?”.

Przez lata Marvel tą umiejętnością wypracował sobie ogromną przewagę nad konkurencją. Kiedy spiętrzenie absurdalnych sytuacji może niebezpiecznie prowadzić do znudzenia bądź odrzucenia, zaczyna być zwyczajnie śmiesznie, co rozładowuje napięcie i przypomina o podstawowej zasadzie kina rozrywkowego czyli –> dobrej rozrywce. Niestety, jak na razie w ogóle nie widać tego typu myślenia w filmach DC, z niedawnym „Batman v Superman” na czele. Choć kto wie – może nadchodzący „Suicide Squad” zmieni coś w tej materii.

Tak czy inaczej, jeżeli szukasz dobrego rozrywkowego kina akcji i jeszcze nie widziałeś „Wojny Bohaterów”, to spokojnie możesz to nadrobić. A jeżeli już widziałeś, to możesz obejrzeć film drugi raz, tak jak ja to zrobiłem.

Skomentuj poniżej, polub na Facebookusubskrybuj na YouTube, albo nie. Tak czy inaczej miłego dnia. Kontakt: napixelowany@gmail.com.

Adam Szymczyk